Trump ograł Europe.
W obliczu kwietniowego błyskawicznego ataku Donalda Trumpa na podstawy światowego handlu Unia Europejska już wtedy rozpoczęła drogę do kapitulacji. Szeroko zakrojone wówczas cła, które prezydent USA nałożył na większość krajów, spowodowały, że rynki finansowe wpadły w korkociąg spadków. Inwestorzy pozbywali się zwłaszcza amerykańskich aktywów, głównie w obawie przed widmem recesji. Wraz z nasilającą się wyprzedażą, Trump „mrugnął okiem” i 9 kwietnia obniżył cła do 10 procent, co według niego było środkiem tymczasowym. Ale Bruksela także odpuściła i już następnego dnia zawiesił swoje cła odwetowe. Jak informowała wówczas, po to aby pozytywnie odpowiedzieć na amerykańską ofertę rozmów. Wtedy warunkami wyjściowymi tej oferty było 10-procentowe cła na większość handlu, a także wyższe cła na stal, aluminium i pojazdy. Wydaje się, że wówczas Europa popełniła wielki błąd. Zamiast dołączyć do Kanady i Chin które zdecydowały się na natychmiastowy odwet, Unia Europejska, skrępowana rozbieżnymi poglądami wśród państw członkowskich, zdecydowała się szukać kompromisu, żyjąc w iluzji uzyskania lepszego porozumienia.
Tymczasem zgodnie z ramowym porozumieniem zawartym w niedzielę przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen i Trumpa, Europa przyjęła „wyjściową” amerykańską taryfę celną w wysokości 15 procent, ale nie obejmującą ceł na stal. Tym samym rodzi się pytanie czy Unia Europejska, największy blok handlowy na świecie i rzekomo gospodarczy potentat, mogłaby uzyskać lepsze warunki, gdyby nie podjęła działań na tak wczesnym etapie? „On jest tyranem na szkolnym podwórku i nie dołączyliśmy do innych, którzy mu się przeciwstawili. A ci, którzy nie trzymają się razem, są wieszani osobno” – powiedział jeden z europejski dyplomatów. Wydaje się zatem, że to co Europa uzyskała to wyłącznie ulga uniknięcia natychmiastowej transatlantyckiej wojny handlowej.
Z perspektywy czasu wydaje się, że Unia Europejska powinna energiczniej odpowiedzieć Stanom Zjednoczonym już w kwietniu, wespół z chińskim odwetem. To zachwiałoby rynkami i z pewnością zburzyło ofensywność Trumpa. A tak Donald Trump przeszedł do ofensywy i ogłosił, że postrzega Unię Europejską jako pasożyta, który żywi się lukratywnym rynkiem amerykańskim, a jednocześnie zamyka swój własny za pomocą regulacji i standardów. Wówczas dano argument Trampowi do głoszenia tez iż Unia Europejska została „utworzona, wyłącznie po to aby okraść Stany Zjednoczone” i jest „bardziej paskudna niż Chiny”. Zresztą już sama reakcja Unii na powrót do władzy w styczniu była niejednoznaczna. Miesiące planowania przez dedykowany zespół, w skład którego wchodzili wysocy rangą urzędnicy ds. handlu, zostały zniweczone. Z jednej strony opracowano wówczas trzypunktowy plan wzorowany na podejściu przyjętym w pierwszej kadencji Trumpa: oferta zmniejszenia deficytu w handlu towarami wynoszącego blisko 200 mld euro poprzez zakup większej ilości skroplonego gazu ziemnego, broni i produktów rolnych. Zawierał on także propozycje wzajemnych obniżek ceł na swoje towary. Dopiero w ostateczności proponowano odwet.
Ale Trump działał szybciej niż oczekiwano i do marca nałożył 25-procentowe cła na stal, aluminium i samochody. Na spotkaniu w Luksemburgu w tym samym miesiącu wielu ministrów handlu zdało sobie sprawę z tego iż wkroczyli na wojenną ścieżkę. Niemcy, Francja i kilka innych krajów naciskały na Komisję, aby skonsultowała się w sprawie użycia nowej „bazooki handlowej”. Zaprojektowany po pierwszej kadencji Trumpa plan, pozwoliłby Brukseli zabronić amerykańskim firmom udziału w przetargach publicznych, cofnąć ochronę własności intelektualnej oraz ograniczyć import i eksport. Niestety w tym samym czasie poważna eskalacja konfliktu pomiędzy USA a Chinami zakończyła się częściowym odprężeniem. W efekcie tego rynki akcji osiągnęły rekordowe poziomy i to pomimo znaczących podwyżek celnych i ciągłej niepewności rozpętanej przez Trumpa. To doprowadziło do jeszcze większego złagodzenia stanowiska Unii Europejskiej. Premier Włoch Giorgia Meloni i kanclerz Niemiec Friedrich Merz trzymali się wcześniejszej oferty Unii dotyczącej zniesienia wszystkich ceł, jeśli Stany Zjednoczone zrobią to samo, mimo że Waszyngton od dawna jasno dawał do zrozumienia, że chce jednostronnych ustępstw.
Porozumienie w sprawie stałej 10-procentowej „wzajemnej” taryfy celnej, wypracowane w lipcu z amerykańskim przedstawicielem ds. handlu Jamiesonem Greerem i sekretarzem handlu Howardem Lutnickiem, zostało kategorycznie odrzucone przez Trumpa, który zamiast tego zagroził podniesieniem ceł dla Unii do 30 proc., już od sierpnia. W odpowiedzi pakiet odwetowy, który Unia Europejska ustaliła w kwietniu, został jeszcze bardziej zmniejszony z 26 mld euro do 21 mld euro głównie z powodów lobbingu poszczególnych krajów członkowskich, którym zależało na usunięciu towarów z listy. Liderzy biznesu również głośno wzywali do powściągliwości, woląc zaakceptować obniżkę marż zysku niż ryzykować karne cła, które uderzyłyby w sprzedaż. Drugi pakiet ceł odwetowych na USA również został obniżony do 72 mld euro, zanim ostatecznie został zatwierdzony 24 lipca do wykorzystania w przypadku załamania się rozmów, co daje łączną kwotę 93 mld euro.
Uzależnienie Europy od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa było kolejnym argumentem przeciwko konfrontacji handlowej, zwłaszcza dla wschodnich i północnych członków bloku. Obawy przed tym, że Trump odetnie dostawy broni do Ukrainy, wycofa wojska z Europy, a nawet opuści NATO, przyćmiły rozmowy. Kolejnym priorytetem dla przewodniczącej Komisji było zachowanie prawa Unii Europejskiej do regulacji. Amerykańska branża technologiczna mocno naciskała na Trumpa, aby wywarł presję na Unię, aby ta osłabiła przepisy regulujące zarządzanie mową i danymi w internecie. Sprzeciwili się również krajowym podatkom cyfrowym. Do tej pory von der Leyen odmawiała pójścia na kompromis w tych kwestiach. A po tym, jak Trump odrzucił umowę wymyśloną przez jego własnych urzędników, zespół negocjacyjny Komisji doszedł do wniosku, że nie ma innego wyjścia, jak tylko zaakceptować amerykańskie cło w wysokości 15 procent.
