Okazja do zakupów…..czy do ucieczki z rynku?
Początek marca jest brutalny dla portfeli akcji zwłaszcza tych z ekspozycją na rynek amerykański. Inwestorzy od kilku tygodni skracają swoje pozycje akcyjne ponieważ niepokoi ich polityka Donalda Trumpa zmierzająca do eskalacji wojny celnej. Obawiają się także, możliwym spowolnieniem gospodarczym i to w otoczeniu przyspieszonej inflacji. Co prawda lutowy raport o zatrudnieniu, przyniósł pewną ulgę, ponieważ gospodarka Stanów Zjednoczonych dodała 151 tyś. miejsc pracy, ale nadal tydzień zakończył się dużą wyprzedażą akcji – indeks S&P 500 zaliczył najgorszy tydzień od września 2024 r.. Z kolei indeks technologiczny Nasdaq wszedł w obszar korekty dużo wcześniej, bo już w zeszłym tygodniu wymazał swoje powyborcze zyski po spadku o ok 10%.
Biorąc pod uwagę powyższe, niektórzy praktycy z Wall Street coraz częściej sugerują, iż prawdopodobnie nadszedł już czas, aby skorzystać z niższych wycen i zacząć kupować przecenione akcje. Argumentują to między innymi tym, że rynek akcji pozostawał odporny na znaczni bardziej bolesne zakłócenia, takie jak kryzys finansowy, COVID-19 czy zakłócenia w łańcuchu handlowym, a mimo to zdołał się odbudować. Dodają jednocześnie, że to właśnie chaos stwarza wielkie możliwości kupowania akcji w dołku. I choć rosną obawy dotyczące wzrostu gospodarczego, podpowiadają oni, że gospodarka i tym razem okaże się niezwykle odporna, zwłaszcza dzięki zwiększonym wydatkom konsumentów i inwestycjom. Dodatkowo zwracają uwagę, że Trump zawsze monitorował swoją popularność, obserwując wzrosty na giełdzie, dlatego to tylko kwestia czasu, zanim administracja podejmie interwencję, niezależnie od tego, co powie sam prezydent.
Ale są też tacy którzy mają w pamięci to, co wydarzyło się dwadzieścia pięć lat temu. Wówczas wieloletni rajd giełdowy w Stanach Zjednoczonych osiągnął swój szczyt i rozpoczął gwałtowny spadek indeksów. Technologiczny Nasdaq spadł wtedy aż o 77 proc. Co prawda z dzisiejszego punktu widzenia ówczesna bańka internetowa stała się skrótem dla nierozważnego entuzjazmu dla nowych technologii i ślepej chciwości, bowiem wielu inwestorów rzucało pieniądze w rażąco nierentowne firmy internetowe. Jednakże jeśli zerkniemy wstecz na to, co ludzie mówili w marcu 2000 roku, stanie się jasne, że dostrzeżenie dokładnego punktu zwrotnego jest o wiele trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Chociaż organy regulacyjne ostrzegały wtedy przed stronniczymi poradami inwestycyjnymi i wątłymi planami biznesowymi. Rynek zdawał się jednak tym nie przejmować i pełen był historii o „fenomenalnym Nasdaq” osiągającym „zawrotne wyżyny”. Nawet pięć tygodni po tym, jak indeks zaczął spadać, optymistycznie mówiło się o „odzyskaniu równowagi przez rynki” i „przedłużeniu ożywienia”.
Ta historia wydaje się szczególnie istotna w ostatnich tygodniach na rynku akcji w USA. Chociaż indeks S&P 500 osiągnął nowy rekord niecałe trzy tygodnie temu, światowe rynki są odwrocie w związku z kolejnymi cłami nałożonymi przez prezydenta Donalda Trumpa, a niektóre kluczowe wskaźniki gospodarcze wyglądają zdecydowanie źle. Zaufanie amerykańskich konsumentów spada, a zamówienia produkcyjne notują dno.
Szczególnie niepokojące dla tych, którzy widzą podobieństwa do 2000 r., jest to, że akcje wielkich firm technologicznych, które napędzały szerszy rynek w zeszłym roku, znajdują się obecnie na poziomach korekty, spadając o 12 procent w stosunku do maksimów, które osiągnęły w grudniu. I to pomimo tego że zyski najważniejszych spółek w czwartym kwartale nie były szczególnie złe – firma macierzysta Google, Alphabet, odnotowała dwucyfrowy wzrost przychodów i zysków.
Inwestorzy zaczynają jednak zadawać coraz więcej pytań o miliardy dolarów wydawane na sztuczną inteligencję i związane z nią centra danych i źródła energii oraz kiedy dokładnie przełoży się to na zwiększony wzrost. Dla niektórych inwestorów od dawna brzmi to dziwnie znajomo w związku z utratą zaufania do firm internetowych, która pojawiła się po tym, jak amerykańska Rezerwa Federalna zaczęła podnosić stopy procentowe w 1999 roku. Gdy finansowanie stało się droższe, start-upom przynoszącym straty po prostu zabrakło pieniędzy. Ich dostawcy usług telekomunikacyjnych i technologicznych również zaczęli borykać się z problemami, ciągnąc w dół szerszy rynek. Stany Zjednoczone weszły wówczas w recesję.
Oczywiście, paralele nie są dokładne. Nigdy nie są. Podczas gdy większość firm internetowych była efemerycznymi nowicjuszami, Mag 7 obejmuje jedne z najbardziej dochodowych i imponujących grup na świecie, w tym Apple, Amazon i Microsoft, a także głównego dostawcę gospodarki AI, Nvidię. Pamiętajmy jednak, że rosły one w czasach kiedy pieniądz był tani. Jednak wyższe stopy procentowe w końcu zmuszą nawet najbogatsze firmy do skoncentrowania swoich wysiłków, a niepewność związana z cłami Trumpa prawdopodobnie jeszcze bardziej zniechęci przedsiębiorstwa do inwestycji. Dlatego konsekwencje dla szeroko pojętej gospodarki mogą być poważne.
