Letnia korekta ponownie na radarach?
Choć światowe rynki odetchnęły z ulgą po tym, jak prezydent Donald Trump przesunął termin zawarcia umów handlowych na 1 sierpnia, to większość praktyków rynkowych już wie, że tegoroczne lato na rynkach kapitałowych zapowiada się raczej burzliwie. Powraca bowiem straszak w postaci wojen celnych. Na razie jednak Donald Trump wysłał listy do kilkunastu partnerów handlowych, proponując stawki celne na poziomie tego, co oficjalnie przekazano 2 kwietnia.
Generalnie listy, które Trump wysłał do głównych partnerów handlowych, Korei Południowej i Japonii, zawierają stawki celne ustalone na poziomie 25 proc. Są to stawki nieco wyższe – tak jest w przypadku Japonii oraz Korei Południowej – niż wcześniej proponowaną. Ale już na przykład w przypadku mniejszych krajów Azji Południowo-Wschodniej, Donald Trump proponuje nieco niższe stawki niż opublikowane w kwietniu.
Podczas gdy administracja początkowo twierdziła, że spodziewa się 90 umów w ciągu 90 dni, ogłoszono tylko porozumienia z Wietnamem i Wielką Brytanią. Sekretarz skarbu Scott Bessent podkreślił że ważniejsze dla niego jest jakość poszczególnych umów, a nie ich ilość, dodając, że spodziewa się kilku wzajemnych umów handlowych w ciągu najbliższych 48 godzin – oczekuje się, że Indie będą jednym z tych krajów, które podpiszą nową umowę handlową. Analitycy uważają, że ostatnie naciski Trumpa są próbą podpisania większej liczby umów ramowych. Stąd prawie wszystkie propozycje amerykańskiej administracji znajdowały się powyżej 10 procentowego poziomu bazowego, którego oczekiwał rynek. Otwiera się zatem pokusa do ponownego przetestowania rynku. Biorąc pod uwagę, jak dobrze radzi sobie gospodarka, zrozumiałe jest, że administracja Trumpa nie czuje zagrożenia przed nadejściem korekty wycen.
Dodatkowo możemy zaobserwować ponowne zaostrzenie retoryki Donalda Trumpa. Bowiem Trump otwarcie ostrzega kraje, że cła wzrosną jeszcze bardziej, jeśli one podejmą działania odwetowe. W zeszłym tygodniu wysunął perspektywę 60-70-procentowych stawek celnych na niektóre kraje, co postawiłoby je poza najwyższymi poziomami ogłoszonymi 2 kwietnia. Trump zagroził również nałożeniem dodatkowych 10-procentowych ceł na każdy kraj, który przyłączy się do „antyamerykańskiej” polityki Brics, tj. bloku krajów rozwijających się, który obejmuje Brazylię, Rosję, Indie i Chiny, a także Arabię Saudyjską. Groźba ta wzmacnia powszechny sprzeciw ze strony administracji, ponieważ kraje starają się zdywersyfikować swoją działalność poza dolar amerykański. Nastąpiło to po tym, jak kraje te wydały wspólne oświadczenie, w którym zasygnalizowały ryzyko związane ze wzrostem jednostronnych ceł.
Wydaje się zatem, że inwestorzy muszą obecnie trudniejsze czasy po tygodniach, w których rynki okazały się odporne na zmienność geopolityczną. Tym bardziej że teraz, gdy Kongres uchwalił już ustawę podatkową i wydatkową, niektórzy uważają, że administracja może mieć więcej kapitału politycznego, aby mocniej naciskać na swoje priorytety, takie jak zrównoważenie deficytu handlowego, przeniesienie produkcji do USA i zajęcie się nieuczciwymi praktykami handlowymi.
Z drugiej strony ważnej jest teraz to co może wyniknąć z porozumień, które zostaną ogłoszone w tym tygodniu, na przykład wspomnianej już umowy z Indiami. Jeśli bowiem Indie uzyskają pakt podobny do tego zawartego przez Wielką Brytanię będzie to oznaczało, że agresywna retoryka Trumpa nie oznacza utrzymania restrykcyjnych asymetrycznych stawek celnych. A wówczas skłonność inwestorów do pozbywania się akcji powinna być ograniczona.
