Indie zwiększają stymulację gospodarki
Dzisiejsza decyzja indyjskiego banku centralnego o obniżeniu głównej stopy procentowej, po raz pierwszy od pięciu lat, nastąpiła niecały tydzień po tym, jak rząd Modiego dokonał historycznych cięć podatków w budżecie federalnym. Władze z New Delhi musiały coś zrobić aby rozwiązać narastający problem spowolnienia wzrostu gospodarczego. Spowolnienie gospodarcze widać zwłaszcza po rekordowych odpływach kapitału z indyjskiej giełdy papierów wartościowych, która obecnie jest jedną z najgorszych w całym regionie.
Istnieją jednak obawy, że cięcia podatkowe „nadszarpną” i tak już wątły budżet federalny, a zdolność banku centralnego do obniżania stóp procentowych w przyszłości, która może wpłynąć na zwiększenie konsumpcji jest ograniczona w czasie, gdyż indyjska Rezerwa Federalna zasygnalizowała pauzę w luzowaniu. Co więcej, Bank Rezerw Indii nie ogłosił żadnych dodatkowych środków płynnościowych, które mogłyby dać rynkom silniejszy impuls, takich jak obniżka wskaźnika rezerw gotówkowych lub dodatkowe środki wykupu obligacji. Tymczasem niektórzy ekonomiści zastanawiają się, czy New Delhi nie polega zbyt mocno na zdolności do wypłat dywidend przez bank centralny, aby sfinansować obniżki podatków. Wątpią również, czy redukcje podatków mogą znacząco pobudzić konsumpcję, z uwagi na to, iż tylko niewielka część indyjskich pracowników płaci podatki dochodowe.
Tymczasem wzrost gospodarczy Indii nadal spada, a przed gospodarką Indii pojawia się wiele nowych wyzwań – od słabych nastrojów konsumenckich po spadek zysków przedsiębiorstw – co sprawia, że szybkie ożywienie wzrostu jest mało prawdopodobne. Dodatkowo ryzyko podskoczyło jeszcze bardziej z powodu zaprzysiężenia na prezydenta USA Donalda Trumpa, co zwiększa prawdopodobieństwo wstrząsów w światowym handlu.
Dlatego indyjski premier Narendra Modi stoi przed trudnym wyzwaniem. Aby ożywić gospodarkę zwiększa on presję na ministra finansów by ten pobudzał wzrost gospodarczy przy jednoczesnym utrzymaniu dyscypliny fiskalnej. Ten zaś ma niewielkie pole manewru, w obliczu już podjętych decyzji o obniżkach podatków. Co prawda w grze jest także uruchomienie nowych wydatków kapitałowych oraz przeprowadzenie reformy indyjskiego systemu regulacyjnego, jednak zdolność klasy średniej i wyższej do zwiększenia wydatków wydaje się ograniczona.
Tempo wzrostu Indii, choć wciąż najszybsze wśród dużych gospodarek, zmierza w kierunku postpandemicznego minimum. Gospodarka zwalnia przede wszystkim przez słabszą konsumpcję w miastach, utrzymującą się inflację żywności, stagnację wzrostu płac i miejsc pracy oraz powolne inwestycje sektora prywatnego. Wzrost w drugim kwartale roku fiskalnego, jak wynika z najnowszego raportu, wyniósł 5,4 proc., co jest najwolniejszym tempem od prawie dwóch lat, a dodatkowo bank centralny obniżył prognozy wzrostu na rok fiskalny 2024-25.
New Delhi niedawno mianowało Sanjaya Malhotrę, byłego sekretarza skarbu, na stanowisko gubernatora Banku Rezerw Indii, co rynki postrzegają zarówno jako zmianę warty, jak i zaangażowanie w zakresie silniejszego wzrostu gospodarczego i uczciwości fiskalnej. Deficyt budżetowy Indii wynosi poniżej 5 proc. PKB i spada, a rząd oparł się pokusie rozpętania populistycznych wydatków w ubiegłorocznym powyborczym planie budżetowym.
Duży pakiet stymulacyjny wydaje się więc prawdopodobny, a zwiększenie wydatków na infrastrukturę – znak rozpoznawczy kadencji Modiego – pomogłoby wesprzeć aktywność gospodarczą w najbliższym czasie jednocześnie podnosząc średnioterminowy potencjał podażowy gospodarki. Zresztą od jakiegoś czasu wydatki już rosną w niektórych stanach, gdzie partia rządząca oraz opozycji prześcigają się w politycznie motywowanych, otwartych obietnicach wydatków socjalnych, co niestety może doprowadzić do wzrostu deficytu budżetowego do blisko 8 proc. PKB.
W tym roku zbliżają się również wybory lokalne w Delhi i Biharze, trzecim co do wielkości stanie Indii. Na korzyść Indii działa fakt, że ekonomiści spodziewają się, że gospodarka tego kraju skoncentrowana na polityce wewnętrznej uniknie ciężaru wywołanego przez Donalda Trumpa przez nałożenia ceł na kraje takie jak Chiny. W rozmowie telefonicznej prezydent USA wezwał swojego indyjskiego odpowiednika do zakupu większej ilości broni wyprodukowanej w USA, a Trump powiedział później, że Modi prawdopodobnie odwiedzi Biały Dom w lutym.
Wielu ekonomistów spodziewa się, że RBI pomimo zasygnalizowania pauzy zacznie jednak nieco mocniej łagodzić stopy, szczególnie po tym, jak ogłosili dodatkowe środki mające na celu zwiększenia płynności w sektorze bankowym w wysokości prawie 18 mld USD. Jednak ekonomiści z Société Générale, ostrzegają, że słabości gospodarcze są raczej strukturalne niż przejściowe. Ich zdaniem tym razem są potrzebne fundamentalne zmiany, w tym skupienie się na inwestycjach w edukację i opiekę zdrowotną. Dopiero wtedy Indie mogłyby stworzyć bardziej formalne miejsca pracy dla swojej ogromnej i niedostatecznie wykwalifikowanej siły roboczej.
