Im gorzej tym lepiej.
Gorzej być nie mogło. Piątkowa wizyta Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu miała być szansą na uratowanie jego relacji z Donaldem Trumpem. To, co miało być okazją do podpisania umowy o wydobyciu minerałów, cementującej współpracę Stanów Zjednoczonych z Ukrainą było zapierające dech w piersiach widowiskiem. Do tego transmitowane na cały świat z Gabinetu Owalnego, jakiego nigdy nie widzieliśmy i co ważniejsze, napełniło przerażeniem zwłaszcza zwolenników Ukrainy. Można sobie wyobrazić Władimira Putina, obserwującego na Kremlu amerykańskiego prezydenta, zacierającego ręce z radości. Prezydent Zełenski znalazł się w sytuacji, w której wiceprezydent USA J.D. Vance nakłaniał go do „złożenia słów uznania” Ameryce i jej prezydentowi za ich wsparcie wojskowe.
Prezydent Ukrainy odparł, cicho, ale wyzywająco, że Vance mówił „głośno” o kraju, którego jeszcze nie odwiedził. Od tego momentu sytuacja szybko się pogorszyła, a wściekły Trump powiedział swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi, że jego kraj będzie skończony bez amerykańskiego wsparcia. – Nie masz kart – powiedział. – Igrasz z trzecią wojną światową. Kamera skierowała się na Oksanę Markarową, ambasador Ukrainy w Waszyngtonie, z głową ukrytą w dłoni. Jej zbolały wyraz twarzy mówił wszystko: to jest związek, który upada. Wydaje się, że spór rozpoczął się, gdy Zełenski powiedział, że Ukraina nie zaakceptuje zwykłego zawieszenia broni, ponieważ Putin tego nie uszanuje.
Taki obraz piątkowej polityki zapowiadał w poniedziałek istne tornado na europejskich rynkach kapitałowych. Choć z drugiej strony należy dodać, iż tuż po piątkowej konferencji, giełda w USA odrobiła początkowe straty i zakończyła sesję ze sporymi wzrostami. Dość nieoczekiwanie pomoc dla warszawskiego nadeszła ze strony poniedziałkowych danych o polskim odczycie PMI, które w efekcie odczytano jako rewelacyjne. Dla przypomnienia, wskaźnik PMI to prognoza przyszłego stanu przemysłu. Wyniki powyżej 50 punktów oznaczają ożywienie, jednak ostatnie miesiące to wyniki wskazujące na kurczenie się sektora.
W styczniu wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu nieznacznie wzrósł do 48,8 pkt. wobec danych z grudnia, które wskazywały na 48,2 pkt. Styczniowy wzrost był pierwszym od trzech miesięcy, co dawało minimalne pole do optymizmu w branży. Jednakże w lutym dane S&P Global sugerują już wyraźniejsze ożywienie. Bowiem wskaźnik PMI dla polskiego przemysły w lutym 2025 roku wyniósł 50,6 pkt. Wskaźnik wzrósł zatem powyżej poziomu 50 pkt po raz pierwszy od kwietnia 2022 r. i tym samym daje kolejne powody do optymizmu. Najgorsza w historii passa polskiego przemysłu wreszcie została przerwana.
Nowe dane o PMI Polski są też zdecydowanie lepsze od prognoz ekonomistów, którzy średnio spodziewali się odczytu na poziomie 49 pkt. Nie dziwi zatem to, że obecnie prognozy na najbliższe 12 miesięcy znacznie się poprawiły. Aktualnie ekonomiści tłumaczą, iż choć wzrost produkcji i nowych zamówień był niewielki, firmy zwiększyły zatrudnienie po raz czwarty w ciągu pięciu miesięcy, co sugeruje, że spodziewają się utrwalenia ekspansji wraz z nadejściem wiosny. Dodatkowo wzrost wstępnego wskaźnika PMI dla niemieckiego przemysłu do najwyższego poziomu od dwóch lat w lutym daje kolejne powody do optymizmu. W takich warunkach uznać należy iż w chwili pisania, przecena indeksu polskich blue chipów na poziomie 0,65 proc jest nad wyraz symboliczna.
