Czy inwestorzy wreszcie zaczęli dywersyfikować swoje portfele?
Czy właśnie teraz, na naszych oczach kończy się fiksacja inwestorów na punkcie Magnificent 7? Wkrótce się przekonamy ale faktem jest, że po cichu do miana „wołów pociągowych” obecnej hossy mogą chcieć pretendować nowe grupy spółek.
Jedna z nich, określana jako „Fantastyczna 20-ka” to spółki o dużej kapitalizacji działające w branży konsumenckiej, finansowej i energetycznej. W skład tej grupy wchodzą takie spółki jak: Broadcom, Visa czy Netflix . Ta grupa spółek w ciągu ostatniego roku pokazała już swoją siłę w stosunku do Mag 7 osiągając od niej wyższą stopę zwrotu o ok 11 proc. Zresztą wzrosty spółek wchodzących w skład Fantastycznej 20(ki) jest głównym motorem, dzięki któremu wyceny indeksu S&P 500 jako całości powróciły do cyklicznego maksimum 22-krotności zysków – po kwietniowej wyprzedaży wywołanej przez wojnę handlową Trumpa.
Nowa grupa spółek, która podejmuje właśnie wyzwanie przejęcia pałeczki lidera hossy, to tzw. „Zapomniana 50-ka”. Jest ona zbiorem dobrze zarządzanych firm, które dziwnym trafem wypadły z łask inwestorów, ale obecnie są one coraz istotniejsze w ich portfelach. Do tej grupy należą także spółki odnoszące ogromne sukcesy biznesowe, takie spółki Salesforce, Chipotle czy Eli Lilly.
Dla trwałości hossy to dobra informacja gdyż może ona sugerować że rajd na rynku amerykańskim ma teraz znacznie mocniejsze podstawy, wykraczając poza kilka największych spółek wzrostowych tj.: Nvidia, Microsoft oraz pięciu innych gigantów technologicznych, które razem tworzą Mag 7. Na tym obrazie jest jednak pewna rysa. Wzrostom cen akcji wchodzącym w skład tych dwóch nowych grup spółek nie towarzyszy jeszcze poprawa perspektyw ich zysków, w przeciwieństwie do Mag 7, których wzrosty cen akcji są odpowiedzią na nadzwyczajny wzrostem ich zysków. W efekcie zyski Fantastycznej 20ki są obecnie poniżej normy, a ich wyceny wzrosły o 60 proc. w ciągu zaledwie dwóch lat. Co więcej ich wkład w całkowite zyski S&P 500 spadł do 15 proc, w porównaniu z prawie 20 proc. jeszcze dekadę temu. Dodatkowo głębsza analiza pokazuje iż za dwie trzecie kapitalizacji rynkowej indeksu odpowiadają obecnie spółki notowane przy mnożniku ceny do zysku wynoszącym 25-krotność. Jeszcze kilka lat temu mniej niż jedna trzecia firm handlowała na tym poziomie. Innymi słowy, istnieje rosnąca liczba akcji, które drożeją, nawet jeśli ich fundamenty biznesowe nie ulegają poprawie.
A to sprawia, że amerykańskie akcje są obecnie znacznie mniej odporne na potencjalną recesję.
Nie musi to jednak oznaczać, że inwestorzy kapitałowi powinni ograniczać swoją ekspozycję rynkach amerykańskich. Równie prawdopodobnym scenariuszem jest to, że wkrótce dojdzie do rotacji, w której jedna grupa przewartościowanych spółek przekaże pałeczkę lidera S&P 500 kolejnej grupie „tańszych” spółek. Taki potencjał drzemie właśnie w grupie Zapomnianej 50ki. Po pierwsze spółki te reprezentują obecnie zaledwie 5 proc. kapitalizacji rynkowej całego indeksu S&P 500, a po drugie w ciągu ostatnich dwóch lat ich mnożniki zysków spadły do zaledwie dwóch trzecich średniej długoterminowej. Wygląda jednak na to, że ta korekta poszła za daleko, zwłaszcza jeśli porównać ją z 80-procentowym wzrostem zysków tych firm.
Z takiej analizy można wyciągnąć kilka praktycznych wniosków. Po pierwsze, spółki, które w dużej mierze odpowiadały za znakomite wyniki całego rynku, stają się już drogie i chociaż może to nie dotyczyć jeszcze w pełni Mag 7, z pewnością dotyczy to 20 innych spółek o dużej kapitalizacji.
Sugeruje to, że inwestorzy powinni zacząć dywersyfikować swoje portfele, odchodząc powoli od amerykańskich mega capów w celu zabezpieczenia się przed korektą na rynku, a alternatywnym – lub uzupełniającym – podejściem może być realokacja kapitału do spółek mniejszych o wysokiej jakości, których akcje są jeszcze tanie.
