Co z tym dolarem?
Od początku roku dolar amerykański stracił około 7% swojej wartości, mierzonej wskaźnikiem indeksu dolara, co wywołało spekulacje na temat potencjalnej „dedolaryzacji” światowej gospodarki. Obawy te wydają się jednak przesadzone. Pomimo niedawnego osłabienia dolar nadal pozostaje kręgosłupem światowego systemu finansowego. Zgodnie z danymi Fed(u), dolar jest zaangażowany w prawie 90 proc. wszystkich walutowych transakcji. Ostatnio także MFW potwierdził, że udział dolara w światowych rezerwach walutowych pozostaje stabilny na poziomie około 57 proc. Niemniej jednak ostatnie ruchy rynkowe wydają się odzwierciedlać dostosowanie się wartości dolara amerykańskiego do zmienionego otoczenia.
Wyraźne osłabienie dolara wiosną 2025 r. było w mniejszym stopniu odzwierciedleniem ucieczki kapitału strukturalnego, a bardziej konsekwencją czynników technicznych. Zgodnie raportem o rozrachunkach międzynarodowych, kluczową rolę odegrała chęć zabezpieczenia walutowego przez podmioty spoza USA. Co więcej inwestorzy ograniczali swoje ryzyko walutowe bez wyprzedaży amerykańskich aktywów na dużą skalę. Często dochodziło do sytuacji kiedy dolar, amerykańskie obligacje skarbowe oraz amerykańskie akcje spadły razem. Podkreśla to cykliczny charakter słabości, która nie była zakorzeniona w fundamentalnej utracie zaufania i strukturalnym odejściu od dolara.
Warto jednak zauważyć, że dolar nadal, trwale nie odbudował się po okresie słabości z pierwszej połowy roku. Zamiast wyraźnego ruchu przeciwnego, od tego czasu pojawił się mniej więcej trend boczny, co może sugerować, że uczestnicy rynku wciąż czekają na jasność co do polityki pieniężnej i dyscypliny budżetowej. Choć z drugiej strony jeśli spojrzymy na amerykańską walutę ważoną obrotem handlowym, to dolar nadal notowany jest wyraźnie powyżej swojej długoterminowej średniej.
Jednocześnie wydaje się, że uczestnicy rynku nie kwestionują dolara we wszystkich obszarach, ale raczej reagują w zróżnicowany sposób. Oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych w USA wywołały zmiany taktyczne, w tym na korzyść aktywów, które są postrzegane jako bardziej niezależne od decydentów, takich jak złoto i kryptowaluty. Dynamika ta może być w mniejszym stopniu wyrazem zmiany paradygmatu, a bardziej krótkoterminowej niepewności. W tym kontekście warto zaznaczyć iż nie oznacza to braku zaufania do Rezerwy Federalnej. Wiarygodność Fedu nadal pozostaje niezmienna i stanowi ważny czynnik wpływający na perspektywy dolara.
W perspektywie długoterminowej płynność dolara i stabilność instytucjonalna USA mogą pomóc w wspieraniu roli dolara jako waluty rezerwowej. Dopóki żadna alternatywa nie będzie oferować takiej samej funkcjonalności, płynności i pewności prawa, dopóty prymat dolara prawdopodobnie pozostanie nienaruszony. Dyskusja na temat stabilności kryptowalut niewiele zmienia. Wydaje się, że próby zwiększenia roli kryptowalut odzwierciedlają jedynie potrzebę płynności w cyfrowym świecie, a nie strukturalnego zamiennika dolara.
Tak zwany „handel deprecjujący”, tj. poszukiwanie rzadkich, politycznie niezależnych aktywów w celu zabezpieczenia się przed Stanami Zjednoczonymi, inflacją, wiarygodnością w polityce, ryzykiem fiskalnym i zadłużeniowym, stało się powszechną strategią. Ale to złoto skutecznie już spełnia tę rolę. Aktywa krypto mogą służyć tylko jako dodatek. Zatem nie jesteśmy obecnie świadkami załamania się systemu dolarowego, ale raczej „zdjęcia” premii za wcześniejszą wycenę.
Dlatego obecnie czynniki krótko- i średnioterminowe, takie jak koszty hedgingu i ryzyko polityczne, wydają się wpływać na kierunek waluty, nie naruszając przy tym jej fundamentalnych ram.
Deprecjacja handlu wydaje się być reakcją na ryzyko związane ze stopami procentowymi, deficytem fiskalnym i wiarygodnością Stanów Zjednoczonych. Ale katastrofalne prognozy dla dolara wydają się przedwczesne. Tak długo, jak amerykańskie instytucje pozostaną solidne, dolar prawdopodobnie pozostanie najbardziej płynną jednostką rozliczeniową i centralnym środkiem bezpieczeństwa dla globalnych przepływów finansowych.
