Chiny na ścieżce do wzrostu?
Wszystko wskazuje na to, że chińska gospodarka, która przez większą część ostatniego pięciolecia borykała się z problemami, właśnie się stabilizuje. To dobra wiadomość dla chińskiego rządu, a nader wszystko także dla światowej gospodarki. Jest jednak jedno ale? Pekin po raz kolejny odkłada na później rozwiązanie swoich głęboko zakorzenionych problemów gospodarczych. To ma konsekwencje dla i dla samych Chin i dla świata.
Jesienią ubiegłego roku w celu wsparcia wzrostu gospodarczego chiński rząd wdrożył bodźce fiskalne i reformę polityki pieniężnej. Tuż po tym Chiny otrzymały cios ze srony prezydenta Trumpa. Wydawało się, że cła nałożone przez niego zepchną chińską gospodarkę z kursu. Co ciekawe, w pierwszej połowie 2025 r. Chiny mogą osiągnąć 5-procentowy wzrost gospodarczy, co rząd postawił sobie za cel. Niezależnie od prawdziwości podawanych danych widać, że produkcja przemysłowa, akcja kredytowa i inwestycje ogółem rosną dość dobrze. Co więcej, sprzedaż detaliczna, która jest wskaźnikiem konsumpcji gospodarstw domowych także nabra tempa. Co więcej, nastroje w Chinach ulegają ciągłej poprawie. Także za sprawą chińskich sukcesów międzynarodowych.
Po pierwsze, pojawienie się w styczniu 2025 r. chińskiej firmy DeepSeek zajmującej się sztuczną inteligencją wywołało wzrost dumy narodowej. Po drugie, spotkanie prezydenta Xi Jinpinga w lutym 2025 r. z czołowymi przedsiębiorcami, w tym z Jackiem Ma z Alibaby, było sygnałem, że czołowe przedsiębiorstwa prywatne wracają do łask. Po trzecie, amerykańsko-chińskie rozmowy handlowe w Genewie, które zakończyły się wstrzymaniem amerykańskich ceł pomimo braku znaczących ustępstw ze strony Chin, wskazały, że Pekin ma mocne karty do rozegrania i nie ugnie kolana przed Trumpem.
Poprawa nastrojów pobudziła zatem krajowy rynek akcji, a odpływ kapitału uległ złagodzeniu. Rząd mógłby wykorzystać ten moment, aby zmobilizować Chińczyków wokół planu wprowadzenia reform, które zwiększyłyby szanse na osiągnięcie celów w zakresie wzrostu gospodarczego i dochodu na mieszkańca, a także zwiększenie samodzielności i przywrócenie równowagi wzrostu. Chińska administracja centralna nie wykazała jednak większego zainteresowania takim postępowaniem. A to jest dowód na to, iż pozorny spokój przeczy rzeczywistości, w której to gospodarka pozostaje w letargu.
Co więcej impuls do wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych wynikający z zachęt fiskalnych może nie być trwały, zwłaszcza w obliczu rosnącego bezrobocia. Poza tym istnieje duże ryzyko, że presja deflacyjna utrwali się, co będzie odzwierciedlać brak równowagi między produkcją a popytem konsumpcyjnym. Inwestycje prywatnego biznesu pozostają słabe ze względu na niepewność co do amerykańskich ceł i sceptycyzm co do zmiany nastawienia Pekinu do sektora prywatnego. Chiny nie mogą też liczyć na to, że rynki zagraniczne zrekompensują krajową niestabilność. Co prawda w ostatnich miesiącach eksport znacznie wzrósł, jednak Stany Zjednoczone nie mogą być już traktowane jako przyjazny rynek. A reszta świata, która jest w większości pogrążona w niskim wzroście, nie jest skłonna do entuzjastycznego dalszego akceptowania chińskiego eksportu.
Jakby tego było mało gospodarka Chin nadal jest nękana przez głębokie problemy strukturalne. Sytuacja na rynku mieszkaniowym, który od dawna jest filarem chińskiej gospodarki, nadal się pogarsza. Samorządy, już mocno zadłużone i znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej, mają teraz dodatkowy ciężar rozwiązywania problemów sektora mieszkaniowego. Liberalizacja i reformy rynków finansowych, które nadal mają zasadnicze znaczenie dla skierowania ogromnych oszczędności krajowych na produktywne inwestycje, nie poczyniły ostatnio postępów.
Przy czym chiński rząd nadal wstrzymuje dodatkowe bodźce w zakresie polityki makroekonomicznej, aby przeciwdziałać wszelkim niekorzystnym wydarzeniom wewnętrznym lub zewnętrznym jeszcze w tym roku. Takie podejście ma swoje zalety. Mógłby jednak wykorzystać przestrzeń fiskalną, którą obecnie dysponuje, aby uporać się z długoterminowymi problemami strukturalnymi, jednocześnie wspierając krótkoterminowy wzrost gospodarczy.
Pieniądze wydane na wzmocnienie sieci bezpieczeństwa socjalnego, reorganizację stosunków fiskalnych między centrum a prowincją oraz zmniejszenie obciążeń podatkowych dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw pobudziłyby popyt krótkoterminowy i pomogłyby w długoterminowym przywróceniu równowagi gospodarczej. A wzrost zaufania wynikający z liberalizacji rynku podniósłby inwestycje, zatrudnienie i dochody gospodarstw domowych. Wyższa konsumpcja zmniejszyłaby rosnącą zależność gospodarki od eksportu.
Przedłużające się problemy sektora nieruchomości uwypuklają koszty podejścia rządu polegającego na opóźnianiu reform i nierozwiązywaniu problemów bezpośrednio. Nie dość, że koszty się mnożą, to jeszcze każdy problem zaraża inne części gospodarki. Na przykład spadek zamożności gospodarstw domowych związany z nieruchomościami ograniczył wzrost konsumpcji, a wiele banków, które pożyczyły pieniądze deweloperom, ma kłopoty. Kuszące jest odkładanie ciężkiej pracy nad szerszymi reformami i liberalizacją, gdy gospodarka wygląda na stabilną. Ale niechcianą konsekwencją może być większy problem w przyszłości z wprowadzeniem tych zmian w mniej sprzyjających okolicznościach.
